Zawisza odbija się od dna. Niedawno była Ekstraklasa, teraz może być okręgówka

Lada moment kibice Zawiszy Bydgoszcz będą świętować drugi awans z rzędu. W międzyczasie trwa walka o to, by klub mógł grać we własnym mieście.

Cztery lata temu Zawisza Bydgoszcz wygrał Puchar Polski, następnie Superpuchar i przystąpił do kwalifikacji Ligi Europy. W następnym sezonie był jednak spadek z Ekstraklasy, a potem na jej zapleczu utrzymał się tylko rok. Klub nie otrzymał licencji na grę w I lidze po tym, gdy z klubu odszedł właściciel Radosław Osuch, który był skonfliktowany z kibicami. W jednej chwili słynny klub zniknął z piłkarskiej mapy Polski. Sprawy w swoje ręce wzięli kibice. Założyli stowarzyszenie, które powołało do życia nowego Zawiszę. W 2016 roku klub przystąpił do klasy B, którą wygrał, notując zaledwie jedną porażkę. Wszystko wskazuje na to, że obecny sezon przyniesie kolejny awans.

Bydgoski klub jest liderem klasy A i ma sześć punktów przewagi na Falą Świekatowo. Musiałaby się wydarzyć katastrofa, aby Zawisza wypuścił z rąk awans. Kibice już czekają na moment, by móc oficjalnie świętować wejście ukochanej drużyny do ligi okręgowej.

Nie brakuje jednak problemów. Zawisza cały czas nie gra w Bydgoszczy, a w pobliskich Potulicach. Nie wszyscy lokalni politycy chcą, by klub wrócił do swojego miasta. Ostatnio jednak pojawiło się światełko w tunelu. Radni stosunkiem głosów 13-12 przeforsowali wniosek do prezydenta Rafała Bruskiego, by ten rozpoczął działania na rzecz powrót drużyny do Bydgoszczy.

Kibice jednak nie odsunęli się od klubu. Na domowe mecze przychodzi nawet po kilkuset kibiców, a także wielu z nich jeździ za drużyną na wyjazdy. Jeżeli tak dalej pójdzie, to Zawisza niebawem może wrócić na szczebel centralny.

SportoweFakty.pl